Balthus, król kotów

Kontrowersyjny, wyrafinowany, ostatni wielki malarz współczesności, jedyny, który za życia był wystawiany w Luwrze. Balthus – czyli Balthasar Kłossowski de Rola. Po raz pierwszy można obejrzeć jego prace w Wiedniu.

Balthus, francuski malarz pochodzenia polskiego, urodził się w 1908 roku w Paryżu, a zmarł w 2001 roku w Rossiniere w Szwajcarii. Wywodził się z drobnej szlachty polskiej i obsesyjnie podkreślał swoje szlacheckie korzenie, tytułując się nawet księciem. Zadebiutował w 1921 roku w wieku ośmiu lat, cyklem czterdziestu rysowanych tuszem obrazków, pokazujących kotka Mitsou i jego przygody.
Jego prace przedstawia właśnie wiedeńska galeria „Kunstforum” w kooperacji z rzymską galerią Villa Medici. Można je oglądać do 19 czerwca 2016 roku.

Skandalizujący i dziwny Monsieur Balthus

Dziedzic starego rodu Kłossowskich de Rola od dzieciństwa wiódł żywot wędrownika. Żyjący w separacji rodzice mało troszczyli się o Balthasara i jego brata Pierra. Po usamodzielnieniu się młodzieńcy ciągle zmieniali miejsca zamieszkania. Balthus zabłysnął jako cudowne dziecko swoimi rysunkami o losach kotka, którymi zachwycił się Rainer Maria Rilke. Prace te zostały wydane wraz z przedmową poety, co oznaczało duży splendor dla młodego artysty. To właśnie Rainer Maria Rilke wymyślił dla niego pseudonim artystyczny: Balthus. Kot okazał się częstym motywem w twórczości tego malarza, który podobno miał w sobie dużo „kociego zachowania”. On sam nazwał się „królem kotów”. „King of cats” – tak sygnował swoje listy.
W 1924 roku Balthus rozpoczął studia artystyczne w Paryżu. Tam też odbyła się jego pierwsza wystawa, która pokazała jego oryginalny talent malarski, talent niepoddający się próbom klasyfikacji. Jego twórczość należy obecnie do najbardziej pasjonujących zjawisk XX-wiecznej sztuki.
Pierwsza żona malarza, Antoinette de Watteville, arystokratka z pochodzenia, którą znał jeszcze z dzieciństwa, była jego pierwszą modelką. Z tego małżeństwa miał dwóch synów o bardzo polskich imionach, jednak dość obco brzmiących: Thaddeusa i Stanislasa. Obaj synowie odziedziczyli po ojcu artystyczne charaktery: Stanislas był muzykiem, a Thaddeus literatem. Jego córka, Anna Klossowska „zainspirowana sztuką rodzinną” zajęła się modą. Z kolei matka malarza Elisabeth Dorothea Spiro, po mężu Kłossowska, nazywana była Balladyną, podobno od Balladyny Słowackiego. To właśnie matka prowadziła w Paryżu, w artystycznej dzielnicy Montparnasse, salon towarzyski. Przez jej dom przewijali się wielcy artyści, stąd nastoletni Balthasar dorastał w atmosferze rozmów z francuskimi malarzami: Henri Matissem i Pierrem Bonnardem. Fascynowała go również literatura, zachwycał się m.in. Alicją w krainie czarów C. C. Lewisa czy Wichrowymi wzgórzami E. Brontë. Gdy wybuchła I wojna światowa, rodzina opuściła Francję, powróciła do Paryża w 1921 roku, gdzie żyła w biedzie, zdana na pomoc przyjaciół.


W 1926 roku Balthus po raz pierwszy odwiedził Włochy, objeżdżając rowerem Toskanię i podziwiając malarstwo renesansu. Artysta zyskał prędko uznanie zarówno we Włoszech, w Rzymie, jak i we Francji. Dzięki swojemu talentowi objął stanowisko dyrektora w Villi Medici – dawnej siedzibie Akademii Francuskiej w Rzymie. Tu pracował przez 16 lat, w tym wspaniałym miejscu miał też swoje atelier z widokiem na Wieczne Miasto. Ogrodom przywrócił świetność jak za Medyceuszy, tak że stały się najpiękniejszym parkiem Włoch. Zamieszkał tam z drugą żoną, Japonką Setsuko Idetą. Na życzenie Balthusa żona nosiła kimono w barwach Rzymu z polskim godłem szlacheckim. Bywali u niego najwięksi przedstawiciele włoskiego kina tamtych czasów: Fellini, Antonioni, Visconti, Zeffirelli.
Balthus odwiedził Polskę w 1998 roku, przy okazji wystawy swoich prac we Wrocławskim Muzeum Narodowym. Okazał się niezmiernie trudnym rozmówcą dla dziennikarzy. Gdy pytania go drażniły, udawał głuchego. Jednogłośnie okrzyknięto go jednak wyrafinowanym, eleganckim megalomanem, a jego prace cieszyły się ogromnym uznaniem – jako jedyny żyjący artysta mógł zaprezentować swoje obrazy w Luwrze. Pod koniec życia przebywał w Szwajcarii, gdzie zmarł w 2001 roku. Jego pogrzeb był wielkim wydarzeniem.

Malarski teatr Kłossowskiego

Jego twórczość wydaje się pełna pikanterii i erotyzmu. Czasem wiek jego modelek budził zastrzeżenia. Mówiono o nim „Freud malarstwa”. Słabość do nimfetek, czyli młodych i wyzywających dziewcząt, tłumaczył on tym, że fascynuje go stan swobody i ufności charakteryzujący dzieciństwo. Pełna uroku retrospektywa w „Kunstforum” pozwala odbiorcy widzieć sceny takimi, jakby rozgrywały się za zamkniętymi drzwiami, chociaż to wszystko inscenizacja. Malarz osobiście ustawiał pozy modelek, narzucał im udawane rozmarzenie czy zaskoczenie. Czasem na obrazach przewija się kot, łaszący się do nogi młodych dziewcząt, które stoją oparte o fortepian, pokazując swoje nogi pod zadartą wysoko sukienką, czy prowokująco leżą na dywanach, stoją rozebrane przy porannej toalecie, pozwalając się obserwować. Światło w pomieszczeniach jest lekko przygaszone. Autor był świadom erotyzmu swoich płócien, mówiąc: „Chciałem od razu zyskać sławę, choćby dlatego, że potrzebowałem pieniędzy – a jedyną metodą na zyskanie sławy w Paryżu było wywołanie skandalu”. Udało mu się – jego obrazy kupował Pablo Picasso, podziwiał Andre Breton i Alberto Giacometti. Jest jednym z najdrożej sprzedawanych artystów XX wieku.
Wystawy Kłossowskiego budzą zawsze kontrowersje, podobnie jak prace Schiele’go, Klimta i Mappletharpa, którzy też wyzwalali dużo „grzesznej rozkoszy”. Pod koniec życia Balthus fotografował ośmioletnią dziewczynkę w dosyć odważnych pozach (w obecności matki). Prace fotograficzne prowadził przez parę lat. O dziwo, prawie już 90-letni malarz nie stracił świeżości spojrzenia na dorastające nastolatki. Powiedział kiedyś: „Chcę uprawiać malarstwo erotyczne. Oczywiście musi to być najwyższej jakości i takie będzie, gdyż ja je stworzę”. Dalej: „Erotyzm w dzisiejszej sztuce to jedyna rzecz będąca w stanie poruszyć te kukły”. Trafił w sedno sprawy – takie aluzje były bowiem szokujące w początkach XX wieku. Byli tacy, co zaciekle go atakowali i oburzali się, jak i inni, którzy natychmiast kupowali obrazy. Jednak jest dużo innych powodów fascynacji sztuką ekscentrycznego malarza. Potrafił mieszać razem dużo emocji: prostotę z perfidią, słodycz z okrucieństwem, piękno z brutalnością. Granica jest u niego płynna, nie wiemy, gdzie przenikają się fantazja z kokieterią, a gdzie tylko iluzja z marzeniem.


Był przy tym świetnym malarzem z dobrą techniką. Używał dużo światłocienia, motywów z różnych bajek, kopiował freski, łączył motywy europejskie z orientalnymi. I jakoś wszystko mu się udawało, a klimat był gwarantowany. „Koci król” uwielbiał powtarzać swoje ulubione sceny i motywy. Krytycy mówili, że światło ukradł od Vermeera, przestrzeń od Cezanne’a, a dekoracyjność od Klimta. I to wszystko w jednym „pędzlu”. Balthus interesował się też teatrem, tworzył scenografie i kostiumy. Przez całe swoje artystyczne życie był samotnikiem w sztuce. Jego struktury, maniery i grymasy nie dały się podporządkować regułom, tak jak i on sam.

Balthus
Balthasar Klossowski
de Rola

24.02. – 19.06.2016
Bank Austria Kunstforum
Freyung 8, 1010 Wien
Codziennie 10.00 – 19.00, piątki 10.00 – 21.00

Artykuł ukazał się w piśmie Polonika nr 254, maj/czerwiec 2016 r.

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *